Cartoon Network Wiki
Advertisement
Cartoon Network Wiki
Scenariusz odcinka


W tle gra spokojna muzyka, w czasie której widoczne są sceny jesiennego lasu, przedstawiające gęsi, świerszcza i indyki. Wirt i Greg wędrują przez las, Greg prycha, nadmuchując policzki.
Wirt Już prawie ranek i powinniśmy dotrzeć do miasta. To droga, którą wskazał nam Drzewiarz, co nie?
Greg (prycha) Czy ty w ogóle zwracasz na mnie uwagę? Bo od dobrych kilku godzin robię takie coś- (prycha, nadmuchując policzki)
Wirt Och, mam tego dosyć. Będę szedł parę kroków przed tobą.
Beatrice Pomocy!
Greg Huh?
Beatrice Utknęłam!
Greg Coś usłyszałem!
Wirt To pewnie nic takiego. (podchodzi do tabliczki na drzewie) Hej, spójrz. "Mogiłkowo, jedna mila". Miasteczko. Pójdziemy tędy.
Greg Dobrze, pójdziemy tędy. (biegnie w przeciwnym kierunku)
Wirt Nie- uch...
Greg Hop, hop? Hop, hop?
Beatrice Hej, ty.
Greg Kto, ja?
Beatrice Tak, ty.
Greg Och, serwus. (zagląda w pobliski krzak)
Beatrice (zaplątana w pnącza; wzdychając) Och, to znowu ty. Utknęłam tu. Uwolnij mnie, to ci się odwdzięczę.
Greg Jeju, mam życzenie!
Beatrice Nie, nie. Żadnych życzeń. Nie znam czarów. Wyświadczę ci przysługę.
Greg A możesz mnie zamienić w tygrysa?
Beatrice Yyy, nie. Mówiłam ci, że nie znam czarów.
Greg Nie muszę być czarodziejskim tygrysem.
Wirt Greg, przestań gadać do krzaków.
Greg Dobra. (uwalnia Beatrice)
Beatrice Dzięki. Jestem wam coś winna, więc... Hmm, obaj błąkacie się bez celu w życiu, tak?
Greg Aha. (Wirt denerwuje się)
Beatrice Może zaprowadzę was do Adelajdy z Połoniny? Jest Leśną Dobrą Wróżką. Pomoże wam wrócić do domu.
Greg Och.
Wirt Y, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Gadający ptak wysyła nas do wróżki jak w jakiejś bajeczce... Wolę Mogiłkowo. (odchodzi)
Greg (do Beatrice) Tak, kierunek - Mogiłkowo. Naprzód.
Beatrice No a przysługa? (idą za Wirtem)
Greg Później mnie w coś zamienisz.
Beatrice Och.
Wirt, Greg i Beatrice idą ścieżką w pobliżu dyniowych pól.
Greg (do Beatrice) Cóż, no to pogadajmy. Mam na imię Greg. A ty jak?
Beatrice Beatrice.
Greg Mój brat ma na imię Wirt.
Beatrice Co z tego? (Wirt spogląda na nią)
Greg A mój żabuś to Wirt Junior. Ale to się może zmienić.
Beatrice Jasne, świetnie. A gdybyśmy zostawili twojego brata?
Greg Mmm, może później. Czy to miło być ptakiem?
Beatrice Nie.
Greg Och. Czy lubisz gofry?
Beatrice Po gofrach dostaję mdłości. Jadam... mmm... robaki.
Greg Aaa!
Beatrice Co?
Greg Jak możesz nie lubić gofrów! (trzask) AAA!
Beatrice Co?!
Greg Wdepnąłem w jakąś dynię!
Wirt Aha! (spogląda ze wzgórza w kierunku miasta) Cywilizacja, czaisz? Więc- (trzask) Hę? Co do... (zrzuca dynię z nogi) Dobra. Dołączmy do społeczności. (schodzą do miasta; jest opustoszałe) Halo? Hop, hop? Hę. Widzisz kogoś?
Greg Nieee... O, ciebie widzę.
Wirt Tak, ja ciebie też, Greg.
Beatrice Hej, nie chcę być marudą, ale w tym wymarłym mieście raczej nikt nie wskaże wam drogi do domu.
Wirt (chrząka z irytacją) Ktoś tutaj musi być... gdziekolwiek. (podchodzi do domu i puka w drzwi) Przepraszam? Jest tam kto? Halo? (otwiera drzwi, widzi indyka leżącego na stole, który podnosi się i patrzy na Wirta) Och, wybacz. Uch, szukam jakiegoś telefonu. (indyk mruga) Uch, przepraszam... (Wirt śmieje się nerwowo i ucieka, indyk pada na stół)
Beatrice I znalazłeś coś?
Wirt Nie. A gdzie Greg? (Greg wystaje ze stogu siana)
Greg Słyszysz ten śpiew?
Wirt Hę? (śpiew pochodzi z pobliskiej stodoły. Bohaterowie idą do budynku i zaglądają do środka. Grupa postaci w całości pokrytych dyniami tańczy wokół wysokiego kija z dużą głową dyni. Ludzie dynie śpiewają, łuskają kukurydzę, obierają jabłka i tańczą) Co u licha... (kolejny człowiek dynia wchodzi do stodoły)
Mężczyzna dynia Przepraszam, kolego. Włóżcie dyniowy przyodziewek, by radować się świętem plonów.
Wirt Uch... ach! Więc nosicie kostiumy!
Mężczyzna dynia Wiadomo. Dynie przecież nie mają nóg, no nie? (odchodzi)
Wirt Ha, nie. Tak, nie.
Greg To dobrze, że nie zdjąłem tej dyńki. (stuka dynią, którą ma na nodze)
Beatrice Wy też uważacie, że tu jest upiornie, prawda?
Wirt No cóż no, to jakiś dziwny rytuał. Ludzie przebierają się za dynie i tańczą wokół tyczki. Całkiem miła zabawa.
Beatrice Skoro chcesz udawać to udawaj. Ale ja wam mówię, że to bardzo podejrzane miejsce. (człowiek dynia wycinający dynię powoli odwraca się w stronę grupy)
Wirt Cóż, może znajdę tu kogoś, kto podwiezie nas do domu. Greg, masz być grzeczny. Beatrice, dziękuję, możesz lecieć.
Beatrice (wzdycha) Niestety nie. Mam obowiązek odwdzięczyć się wam za pomoc. Tak każe ptasi kodeks.
Wirt Aaa, w porządku. (odchodzi)
Greg Beatrice, mogę prosić cię do tańca?
Beatrice Nie, dzięki. (Greg idzie tańczyć) Nie tańczę, nie tańczę. Mówię, że nie chcę!
Głowa na tyczce odwraca się w ich kierunku. Wirt podchodzi do dziewczyny dyni.
Dziewczyna dynia Słuchaj, nie przyszedłeś ciut za... wcześnie?
Wirt Że niby jak?
Dziewczyna dynia Bo chyba nie jesteś jeszcze gotowy, by do nas dołączyć.
Wirt Dołączyć do was? Tak, nie. Tylko tędy przechodzę.
Dziewczyna dynia Przez Mogiłkowo tak po prostu się nie przechodzi.
Wirt Oj... serio?
Dziewczyna dynia Tak. Tu jest ładnie.
Wirt Hmm, właściwie to chciałem jak najprędzej stąd odejść.
Stary człowiek dynia Nie, co, co? Chcesz stąd odejść? Kto opuszcza Mogiłkowo?
Każdy zatrzymuje się i odwraca się w stronę Wirta, mamrocząc.
Greg O, czy już wychodzimy?
Beatrice Najlepiej szybciorem. (ludzie dynie zamykają drzwi i otaczają braci)
Wirt Chyba chcę wrócić do domu.
Ludzie dynie (szepcząc do siebie) Może chcą nas okraść... Ukraść nasze plony... I zepsuć święto...
Greg Lub zdjąć nam dyniowe buciki.
Wirt Ech, nie... Ja, yyy-
Enoch (chichocząc) Zaczekajcie, ludziska. Nie osądzajmy go zbyt pochopnie.
Greg O, blaszka.
Stary człowiek dynia Enochu, co mamy z nimi uczynić?
Beatrice O, sfruwam. (odlatuje)
Enoch Ha ha, powiedzcie mi, chłopcy, jakim cudem trafiliście do Mogiłkowa?
Wirt No... więc szukaliśmy drogi do domu. Przybyliśmy do tego miasta z lasu. I... zobaczyliśmy wasze chaty i pola i mówimy: "Hej, to zwyczajne miasto ze zwykłymi ludźmi".
Greg I wtedy nadepnęliśmy na dynie.
Wirt Tak, i-i usłyszeliśmy śpiewy w stodole, no i- ten... yyy, czy możemy już sobie iść?
Enoch Ha ha, nie wiem, czy się rozumiemy. Przychodzicie do miasta, tratujecie plony, zakłócacie zabawę, a potem chcecie się ulotnić?
Wirt Eee, owszem.
Greg Nie skarzecie nas! Nie macie dowodów!
Stary człowiek dynia (przynosi Beatrice) Ta ptaszyna chciała zwiać!
Beatrice Puszczaj mnie! Nie znam tych błaznów!
Enoch Dzieciaczki, przykro mi, że nie macie chęci z nami zostać, zwłaszcza, że będę musiał wam wymierzyć karę za wasze występki.
Beatrice Mówiłam, że to podejrzane miejsce.
Enoch A zatem, z mocy prawa Mogiłkowej Izby Handlowej, uznaję was winnymi wtargnięcia, zniszczenia mienia, zakłócenia porządku i morderstwa.
Wirt Morderstwa?
Enoch No nie, przesadziłem. Lecz za pozostałe występki skazuję was na... kilka godzin prac społecznych.
Wirt Tylko tyle? Serio? I już?
Zmiana sceny. Wirt i Greg pracują w polu, w kajdanach, zbierając dynie i zboże. Gra piosenka "Noc cierpliwa jest".
Wirt (on i Greg kopią dziury) Ha ha. Pokopiemy tu jeszcze z parę godzin i będziemy wolni.
Beatrice I co potem zrobicie? Będziecie się tak błąkać, to tu, to tam, po lesie, przez wieczność?
Wirt Uch... uch- być może zostaniemy w Mogiłkowie? Tu jest ładnie. (chichocze, wzdychając) Sam nie wiem. Kto to wie!
Beatrice Ale po co wam kazali kopać te doły?
Wirt Pewnie będą tutaj coś sadzić.
Beatrice A może chcą was w nich pogrzebać! (Wirt drwi z niej)
Greg Hej! Znalazłem skarb!
Wirt O, serio? Widzisz, Beatrice? Co tam masz?
Greg Jakiś szkielet!
Wirt Łaa! (grają organy) Kopiemy swój własny- (wzdycha) My-my-my-myliłem się. I to przez cały czas. Nie wiem jak wrócić do domu. Otwórz nasze kłódki swoją łapką!
Beatrice Ha ha! To teraz prosisz o pomoc?
Wirt Nie chcę twojej pomocy, ale- (słychać marsz nadchodzących ludzi dyń i Enocha) Tak, chcę pomocy! Beatrice, proszę-
Stary człowiek dynia Wasz czas minął! (ludzie dynie zbierają się przed Wirtem, Enoch pochyla się groźnie w jego stronę)
Wirt Aah!
Stary człowiek dynia Doły już wykopane?
Wirt Yyy... Tak...
Stary człowiek dynia Świetnie! Zatem-
Wirt ... Jednak nie.
Stary człowiek dynia Nie?
Wirt Uch...
Beatrice Psst! (szepcząc, próbuje otworzyć kajdany Wirta) Graj na zwłokę!
Wirt Tak. Więc... wiecie... kopaliśmy, ale było za dużo kamieni. Wy nie lubicie kamieni, co?
Ludzie dynie (przyznając rację) Nie, nikt z nas ich nie lubi.
Wirt Właśnie. Więc postanowiliśmy się pozbyć tych kamieni. (Beatrice skacze do dziury Grega i otwiera jego kajdany)
Mężczyzna dynia To dobry pomysł.
Wirt Prawda? (chichocząc) Tak. (Greg wychodzi z dziury i ucieka z Beatrice) Więc wzięliśmy te kamienie no i- (zauważa zniknięcie Grega i Beatrice) Hę? Hę? Co? Prysnęli.
Mężczyzna dynia No i co z tymi kamulcami?
Wirt Uch, kamulce. Tak, one sobie gdzieś ten... (szkielet wychodzi z dziury Grega) No wiecie, ten tego... Po-poturlały się... Wpadły do- do studni z głowy. (odwraca się i widzi szkielet) W-whoa! Och!
Ludzie dynie (podchodzą do szkieletu) Witaj na świecie, Larry...
Wirt Co u licha...
Larry "ubiera się" w kostium z dyni, a pozostali go dopingują. Inny szkielet wychodzi z dziury Wirta, a chłopak krzyczy.
Mężczyzna dynia Larry, to dla ciebie! (Edward zakłada dynię na głowę)
Wirt Te dynio-ludki to kościotrupy.
Kobieta dynia Dzięki za ożywienie naszej zabawy! (ludzie dynie tańczą i świętują)
Enoch Jakie cudowne żniwa. A co będzie z tobą? Pewnie chcesz odejść?
Wirt Ja? Owszem.
Enoch No trudno. Kiedyś do nas dołączysz...
Wirt Yyy...
Beatrice Psst! Co ty tu jeszcze robisz?
Wirt O co ci chodzi? Zostawiliście mnie! (Beatrice wskazuje na otwarte kajdany) Aaa.
Beatrice No chodź. (biegną do lasu. Greg bawi się z żabą. Wirt przybiega)
Wirt (dysząc) Dyniowi nas gonią?
Greg i Beatrice Nie.
Wirt (wzdycha) A myślałem, że wy-
Beatrice Nie ma za co.
Wirt Dziękuję. Chyba jesteśmy kwita. Już nie masz obowiązku nam pomagać.
Beatrice (wzdycha) Niby tak. Ale te dziwaki nie chciały wam zrobić krzywdy.
Wirt No jasne! Więc wciąż jesteś nam winna przysługę.
Greg Mam pomysł! Chcę, żeby Wirt Junior miał palce, bo mógłby grać na gitarce.
Beatrice (pauza) Więc... tak. Udajmy się do Adelajdy. I tak miałam ją odwiedzić.
Greg A po co lecisz do Adelajdy? (ruszają w drogę)
Beatrice Bo na swój sposób też chcę wrócić do domu.
Wirt To dość mętne. Wyjaśnij.
Beatrice Nie muszę ci się tłumaczyć.
Wirt No, oby Adelajda bardziej nam pomogła niż Drzewiarz. Jego rady nie przyniosły nic dobrego. (wiatr niesie liść w kierunku płotu, gdzie zatrzymuje się)
Koniec odcinka.
Advertisement