Cartoon Network Wiki
Advertisement
Cartoon Network Wiki
Scenariusz odcinka


Odcinek rozpoczyna się widokiem na nocne niebo i księżyc. Po chwili nadchodzi burza i rozlega się śmiech Mandarka. Widok na jego dom, potem na cień Mandarka, aż w końcu na jego śmiejącą się postać.
Mandark (siada na fotelu) Och, tak... Jak stałem się tak przepysznie zły? Och, tak, pamiętam! (jedzie przed taras widokowy) Ziarno mej chlubnej nikczemności zostało zasiane dawno temu. (otwiera butelkę piwa korzennego, nalewa napój do kieliszka i wypija, po chwili nalewa bąbelkowego płynu do bańkowej fajki i patrzy przez okno) Mam w głowie już tylko strzępy wspomnień, lecz zdaje się, że źródło mojego występku zrodziło się przy moim poczęciu – w wiosce, w której mieszkaliśmy...
Kadr przenosi się na nocne niebo, które po chwili zmienia się w przyjazną i kolorową scenerię pełną zieleni, zwierząt i kwiatów. Od tego momentu Mandark spełnia rolę narratora.
Mandark Ach, cicha wieś, Kwiatopia... wyidealizowany świat spokoju i harmonii. Miejsce, w którym człowiek i zwierzę żyli obok siebie, w którym zwyciężało dobro, w którym nawet wiatr pachniał szczęściem. (wzdryga się) Niedobrze mi na samą myśl.
Scena przenosi się do lasów Kwiatopii. Kadr zatrzymuje się na dużym krzaku, który rozdziela się na pół, ukazując dwoje dorosłych ludzi w drewnianym basenie. Mężczyzna trzyma w rękach dłoń kobiety.
Mandark Tam, pośród wonnych kwiatów i szczęścia zrodziłem się z miłości jako pierworodny syn Niedźwiedziego Wiatru i Ptaka Oceanu, znanych jako matka i ojciec.
Niedźwiedzi Wiatr Właśnie tak, skarbie, odnajdź siebie. Oddychaj, odpręż się...
Ptak Oceanu wydycha powietrze i wydaje na świat dziecko.
Mandark I ten ostatni matczyny wydech począł mnie – Mandarka, Monarchę Ciemności!
Dziecko wypływa na powierzchnię basenu. Po chwili w niego uderza niewidzialny dla rodziców piorun, symbolizujący zło, jakie wstąpiło w niemowlę od jego narodzin. W jego oczach pojawia się ogień, a ekran pokrywają czarne gałęzie z kolcami.
Widok na wzgórze Kwiatopii, na którym siedzą Niedźwiedzi Wiatr i Ptak Oceanu z dzieckiem, przyglądając się mu.
Ptak Oceanu Och, Niedźwiedzi Wietrze, czyż to nie jest najpiękniejsza istota? (przybliża niemowlę do mężczyzny)
Niedźwiedzi Wiatr Jest piękny jak księżycowy pył i równie doskonały jak lśnienie gwiazd. (bierze Mandarka na rękę) Jest tak jasny, czysty i cudowny jak nasz doskonały ziemski glob... i jaka piękna głowa. (stuka palcem w głowę malca i kieruje je w stronę nieba) Przeto ja – Niedźwiedzi Wiatr – obdarowuję Cię imieniem, które wprawi w zakłopotanie wszelkie stworzenie na Ziemi.
Ptak Oceanu A ja, Ptak Oceanu, pragnę Ci dać imię, które nie zdradzi nikomu, kim jesteś naprawdę. Imię, które z czułością będzie szeptał wiatr w kanionie!
Niedźwiedzi Wiatr Będziesz się nazywał... Zuzia. (niemowlę zaczyna płakać)
Podczas późniejszego monologu, niezadowolony Mandark siedzi na dywanie wraz z uśmiechniętymi rodzicami, którzy są w trakcie rytuału i trzymają w rękach kwiaty.
Mandark I tak w wyniku jakiegoś okrutnego, kosmicznego żartu, ja – Mandark, Monarcha Ciemności, przyszedłem na świat pełen ciepła i dobroci. Chcąc nie chcąc, byłem potomkiem wrażliwych, kochających, szczęśliwych pacyfistów, lecz ani współczucie ani człowieczeństwo nie onieśmieliły mej prawdziwej natury.
Dym z kadzideł stojących obok dywanu tworzy złą twarz Mandarka, pod którą zapala się ogień, a niemowlę diabolicznie się śmieje.
Sceneria wraca do lasów Kwiatopii. Rodzice medytują na wielkim słoju drzewa, podczas gdy malec siedzi lekko oddalony od nich. Widok na ogromną głowę chłopca.
Mandark Wraz ze wzrostem mojej czaszki rozwijał się mój zły intelekt...
Mały Mandark obserwuje ze złością pszczołę na kwiatku. Pszczoła chce odlecieć, jednak niemowlę chwyta je w dłoń i zgniata, śmiejąc się przy tym. Podczas monologu raczkuje w kierunku małego mechanizmu z guzikiem i żarówką.
Mandark Nawet na najinfantylniejszym etapie rozwoju wiedziałem, że poza spokojnym życiem, jakie zapewniali mi rodzice, istniało coś jeszcze. (patrzy z miłością na przedmiot, a na żarówce odbija się jego postać) I wtem, coś wyszło znikąd. (otwiera) Lodowata, mechaniczna powłoka czegoś. Pokrętna cyrkulacja czegoś. Pajęczyna zmyślnej cybernetyki. (łzy szczęścia napływają mu do oczu i zaczyna się ślinić) Coś, co zostało dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Coś było rewolucyjnie rewelacyjne. Była to część mnie... (naciska guzik i żarówka zaczyna świecić złotym światłem) Była to... była to... była to... nauka! (kieruje złośliwy wzrok na ekran, następnie jego postać nabiera diabolicznego wyglądu i kieruje przedmiot do góry) Wiedziałem, że jeśli opanuję naukę i połączę ją z moją naturalną niegodziwością, zapanuję nad światem!
Ręka Ptaka oceanu sięga po przedmiot, zabiera go niemowlęciu z rąk i daje kwiatka z pszczołą.
Mandark Ale moje plany globalnej dominacji musiały poczekać, albowiem rodzice mieli inny pomysł na moją przyszłość...
Pszczoła żądli Mandarka w głowę i chłopiec zaczyna płakać. Po chwili fioletowe kwiaty przykrywają ekran i sceneria zmienia się. Rodzice starają się nauczyć dziecko nawiązać duchową więź z drzewem, jednak gryzie korę. Sceneria znów się zmienia. Malujący piękne i przyjazne obrazy na murach rodzice patrzą się ze zmartwieniem na Mandarka, który maluje demony. Kolejna sceneria przedstawia Mandarka podczas nauki utrzymywania równowagi nad ametystami, którą nie jest zachwycony. Mandark odbija się w ogromnym ametyście, którą w rękach trzymają jego rodzice.
Mandark I tak dni mojego niemowlęctwa wypełniały koszmarnie nudne zajęcia... (smuci się) wszystkie tak bardzo, bardzo nieuczone!
Po chwili pojawia się kilkuletni Mandark z długimi włosami, ubrany bardzo dziewczęco i z naburmuszoną miną. Niedźwiedzi Wiatr gra na flecie, a Ptak Oceanu siedzi obok.
Ptak Oceanu, Niedźwiedzi Wiatr Wszystkiego najlepszego z okazji imienin!
Ptak Oceanu (nakłada chłopcu wieniec) Jako gość honorowy, Zuzia może nosić świąteczny wieniec. Och, jak ślicznie...
Niedźwiedzi Wiatr (wskazuje na talerz) I założę się, że wiem, kto chce ciasteczka z tofu i ryżowe wafle...?
Wewnątrz Mandarka zaczyna odzywać się zło, a w jego oczach pojawia się ogień. Zaczyna zgrzytać zębami i w końcu pęka.
Mandark Nie! (uderza rękoma o słój drzewa, rodzice są przerażeni) Nigdy więcej tofu, nigdy żadnych kwiatów! (depcze jedzenie, zrywa wianek, po chwili chwyta w rękę wiewiórkę) Ja chcę mięsa i chcę wiedzy!
Ptak Oceanu Och, Niedźwiedzi Wietrze, rzeknij, co mamy począć z nienaturalną ochotą Zuzanny na befsztyki i technologię?
Niedźwiedzi Wiatr Bądź spokojna, Ptaszyno Oceanu, to na pewno tylko przejściowy etap...
Mandark bierze wiewiórkę do buzi i żuje zwierzę. Niedźwiedzi Wiatr wyciąga ją z ust młodego.
Niedźwiedzi Wiatr Cóż, może zaniedbaliśmy jakieś potrzeby synka. (oboje zastanawiają się) Zwijajmy się stąd!
Ptak Oceanu Bomba!
Mandark (zostaje wsadzony w hippisowski bus i wyjeżdża) Spakowaliśmy kadzidła i ziołowe herbaty i ruszyliśmy w świat. Rodzice żywili nadzieję, że kąpiel w rzece zwanej życiem oczyści mnie z mrocznych rządz.
Razem z rodzicami wyrusza w świat. Rodzina przejeżdża przez pustynię, las i Golden Gate Bridge. Odwiedza również indyjskie pustkowie, gdzie potem medytuje z Hindusami. Odwiedza również bezludną wyspę, na której to Niedźwiedzi wiatr gra na gitarze. W końcu zatrzymuje się na noc na pustyni, gdzie rodzice rozpalili ognisko i siedzą spokojnie. Mandark wpatruje się zasmucony w księżyc.
Mandark Tak zjechaliśmy cały świat i jeszcze trochę, ale nic mi to nie pomogło. (wyciąga mechanizm i na krótki moment włącza go) Nadal tęskniłem do zaprzęgnięcia nauki w służbę złu, lecz pojmany w pułapkę chłopięcości i zmuszony cierpieć każdy kaprys rodziców, bałem się, że moja szansa nigdy nie nadejdzie.
Mandark z teraźniejszości z fajką w ręce. Wstaje z fotela i podchodzi do okna.
Mandark Gdy wreszcie podróż dobiegła końca, rodzice postanowili zapuścić korzenie po raz wtóry... Przylgnęliśmy do miłej społeczności w miłym domku w kompletnym nigdziesiowie.
Kamera oddala się od tarasu widokowego, aż w końcu prezentuje cały obraz domu Mandarka wraz z jego laboratorium. Rozlega się piorun i ukazany jest jego dom z momentu, w którym świeżo osiedlił się z rodziną. Mandark idzie chodnikiem wzdłuż rzędu domków, w tym domu Dextera.
Mandark Nie miałem pojęcia, że wkrótce nastąpi coś, co odmieni moje życie na zawsze...
Dexter przed domem dokręca śrubkę w wysokiej, białej maszynie. Nuci sobie piosenkę, aż w końcu kończy pracę.
Dexter Tak, to wystarczy. Po raz kolejny, dzięki mojemu zdumiewającemu geniuszowi, nauka może dumnie podnieść głowę. Inicjacja!
Dexter rzuca kluczem za siebie, uderzając Mandarka w głowę. Otumaniony Mandark chwyta się za głowę.
Mandark He, hej, co się stało? (ze złością) Co jest? Hej! (zauważa maszynę) Heej...
Z zachwytem patrzy się na maszynę, która u szczytu miała złotą żarówkę – zupełnie taką samą, jak w jego pierwszym mechanizmie. Żarówka zaczyna świecić złotym, błyszczącym światłem.
Mandark Nauka... (wpada w zachwyt i dotyka maszyny)
Dexter (zauważa go) Hej, hej, hej, co Ty wyprawiasz? Przestań w tej chwili, słyszysz? (podchodzi do niego) To nadzwyczaj skomplikowana, zaawansowana technologia. Uczone sprawy, o których nawet Ci się nie śniło!
Mandark Kocham naukę, tylko, że moi rodzice, cóż... to wędrowanie i ta miłość...
Dexter (sarkastycznie) Tak, tak, jestem pewny, że historia Twojego życia jest strasznie interesująca, lecz wybacz. Ja, Dexter – genialny chłopiec – mam bardzo dużo pracy, więc mówię Ci: adieu. (odchodzi) Papa, dziewczynko.
Mandark Nie jestem dziewczynką, jestem chłopczykiem jak Ty.
Dexter (bada go wzrokiem) A jakie to nosisz imię, coo?
Mandark (zestresowany) Moje imię to... Zuzia.
Po chwili Dexter zaczyna się głośno śmiać i przewraca się na chodnik. Mandark z nienawiścią patrzy się na niego.
Mandark Ten jego śmiech, ten denerwujący chichot, irytujący rechot – w tym momencie coś we mnie pękło. Tak jakby całe zło, które tłumiłem przez te wszystkie lata zostało nagle uwolnione i wypełniło każdą cząstkę mojego organizmu. Poczułem przypływ mocy! Wiedziałem co muszę zrobić.
Mandark przybiera diaboliczną postać, moc obejmuje go całego, aż w końcu ucieka do domu. Zamyka drzwi na klucz, zasłania rolety w oknach, bierze klucz do ręki i zaczyna dokręcać śrubkę w zmodernizowanej wersji jego mechanizmu.
Mandark Zbudować największe, najbardziej zdumiewające, najbardziej niewiarygodnie złe laboratorium, jakie dotąd istniało – które zawstydzi Dextera i zniweczy jego wysiłki! (włącza mechanizm i żarówka świeci się, po chwili podchodzi do lustra) Jednak aby osiągnąć cel, nie mogłem być dłużej długowłosym chłopcem o dziewczęcym imieniu.
Mandark (do lustra) Nie!
Mandark Musiałem przybrać nową, złą tożsamość...
Mandark tłucze kluczem lustro, po czym bierze miskę z owocami i wyrzuca je. Następnie bierze nożyczki, nakłada miskę na głowę i obcina sobie włosy.
Mandark (przebrany w diaboliczny strój) Potrzebowałem nowego imienia. Imienia, które pasowałoby do mroku, który był we mnie. Imienia, które idealnie przylgnie do człowieka, jakim niebawem się stanę! Przyjąłem imię Mandark! (wskakuje na komin) A mój życiowy cel? Być największym i najbardziej złym geniuszem, jakiego znał świat i zniszczyć laboratorium Dextera! (śmieje się, po czym rozlega się grzmot i znajduje się w laboratorium) Mój szczęśliwy dzień, dzień chwały!
Wyciąga pistolet i pędem kieruje się do wyjścia, jednak powstrzymuje go ojciec, który siedzi w salonie z Ptakiem Oceanu podczas rytuału.
Niedźwiedzi Wiatr Zuzanno, przecież wiesz, co myślimy o używaniu narzędzi zniszczenia.
Mandark Mam na imię Mandark...
Ptak Oceanu Nie, Zuzanna, odłóż to i przyłącz się do naszego rytuału jedności, Zuzanno.
Mandark (zrezygnowany) Tak, mamo...
Advertisement